Wydarzenia
Forum
| Temat: Jestem złą kobietą .. choć nie chce, pomocy długie. | |
Dodano 2007-05-08 13:32:35 przez Jera (![]() ![]() ) | |
| Witam, Jestem tu pierwszy raz.. i chyba niewiela takich osób jak ja znalazłoby się tu... Mam bardzo dobrego męża, 2,5 letnią córkę, wspaniałą teściowa, kochająca rodzinę.... i nową miłośc..... Może nie jest do końca tak różowo, ale generalnie większość z kobiet tak właśnie wyobraża sobie szczęśliwe zycie... tyle,że mi brakowało niewielkiej malutkiej kropeczki nad "i"..Maz nie potrafił okazywać mi uczuć. Nasze życie było dość mocno podzielone na jego i moje obowiązki... pranie sprzątanie prasowanie opieka nad dzieckiem to oczywiście moje.. naprawy w domu i czasem zabawy z dzieckiem to jego. Oboje pracujemy, a dziecko chodzi do żłobka. Praktycznie nie gotujemy w domu, bo Tescowa podrzuca nam obiadki, a mąż je w pracy. Nie mogę powiedzieć też , żeby mi całkowicie nie pomagał.. czasem sprzataliśmy raze, czasem zrobił śniadanie, albo umył naczynia. Tak zwyczajnie. Po porodzie długo nie mogłam dojśc do swojej wagi to.. dręczył nie tekstami"żonka oponka" na poczatku to było nawet smieszne, potem mniej... ale to też już mam za sobą 10 kg mniej i już mu się podobam. tyle,że mówił to w sposób.." teraz łatwiej się z tobą kochać bo więcej widać.. co prawda z cycków to rodzynki zostały, ale cóż, jeszcze sa..." Może i zabawny ten teksty.. tylko gdzie tu miłe słowa??? Były długie rozmowy, o tym jak potrzebuję słyszeć ,że jestem kochana i że nie czuję tego od niego, a sex stał się nudny... ale brak efektów. a mnie się coraz mniej chciało starać o to by usłyszeć miłe słowo., by mnie przytulił nie tylko przed... Juz nie chciało mi się tak dbać o dom , ciągle nie wyrabiam z praniem i prasowaniem.. bo położenie spać mojej żywiołowej córci zajmuje jakieś 2 godziny, potem trzeba się kłaść spać , by wtać o 6 rano. Prosiłam, by częściej kład ją spać ..bym nie musiała wszystkiego robić w nocy, bo ja spioch jestem.. kilka razy się udało i to wszystko ( poza wypominaniem " przecież umyłem garki w niedzielę - tylko którą ? ") Potem usłyszałam,ze mam burdel w domu .. tak jak by to nie był jego dom... I tak to życie się ciągnęło.. były też fajne chwile, wyjazd w góry, wyjście do teatru... Tyle,że uczucia okazywane od przypadku do przypadku.. tylko takie zwykłe zycie. Ale wiem,że w głębi serca bardzo mnie kocha.. najbardzie przekonałam się o tym teraz.. gdy ja już kocham kogoś innego. To było zauroczenie od pierwszego wejrzenia..spodobał mi się kolega z pracy.. ale przez prawie rok wybijałam sobie to z głowy. Widziałam,że on też na mnie patrzy inaczej.. w końcu stało się i powiedzieliśmy sobie co do siebie czujemy...gdy już spotykaliśmy się, nie potrafiłam tego ukryć przed mężem i bardzo szybko się wydało ( 2 miesiące ) Nasz romans jest płomienny i bardzo szybko został " skonsumowany". Pewnego wieczoru maz powiedzał mi , że on o wszystkim wie- ktoś doniósł i wie o tym od pewnego czasu.. i jest mu strasznie przykro. Od tego momentu rozpoczął się dramat mojego życia..... wyznałam mu szczerze wszystko.... tylko nie jestem pewna co chciałam tym osiągnąć...Ani razu nie podnósł głosu tylko cierpiał w milczeniu, a ja ... ja go tylko żałuję , bo kocham tego drugiego - zresztą z wzajemnością . Za maż wyszłam , nie z miłości, ale po to by się uwolnić od ojca tyrana... niemniej z czasem pokochałam męza i było nam na prawdę wspaniale. teraz jest mi z wstyd za to ,że go zdradziłam i chciałabym to naprawić , ale tylko dla dobra dziecka... nie mojego. Bo nasze, życie będzie jeszcze większą mijanką niż jest. co gorsza rodzina mojego męza mnie uwielbia , bo zawsze o niego i dom dbałam i zawsze wyglądaliśmy na szczęśliwą parę... nie będa w stanie tego zrozumieć.. zresztą chyba nikt by nie potrafił...Mój nowy partner mówi mi ,że nie mogę się spodziewać,że ktokolwiek mnie za to pochwali.. a ja strasznie potrzebuję akceptacji otoczenia. Co gorsza przeraża mnie najbliższa przyszłość..wyprowadzka z dzieckiem, zabójcze spojrzenia teściowej odrzucenie ze strony rodziny.. dramat. Nie zamierzam ograniczać męzowi kontaktów z córką, bo mała bardzo go kocha. zresztą on też chce być z nią jak najwięcej. generalnie muszę podjąć jakąś decyzję i to szybko.. bo przeciaganie tego zawieszenia dłużej wykończy wszystkich. Mam do wyboru decyzję rozsądną i dobrą dla dziecka , męza i całęj rodziny .. czyli zostać z nim i jakoś starać się ratować związek.. albo wybrać miłość i partnera bardzo odpowiedzialnego, czułego ( notabene zna on już moją córkę i całkiem dobrze się dogadują) To jest "stary kawaler " (32 lata a ja mam 28), który ,aż do teraz czekał na swoją prawdziwą miłość. Tylko ten związek będzie bardzo trudny... Bardzo się boję tych spotkań z rodziną z okazji urodzin małej, czy pasowania na przedszkolaka.. jak wygląda potem takie życie .. nie mam pojęcia... nie wiem czy będę miała na tyle sił. Teraz to tylko mam ochotę skoczyć z mostu.. bo zniszczyłam życie sobie swojemu męzowi i rozkochałam w sobie męzczyznę, i jesli z nim nie zostanę on też bedzie miał złamane serce.... ... ja poprostu jestem złą kobietą ... ktoś powinien mnie zastrzelić.... Jera 2007-05-08 13:32:35 | |
Masz całkowitą rację. Jesteś po prostu zwykłą k...A Waszą córkę sąd powinien zostawić przy mężu, żeby biorąc z Ciebie przykład, nie wyrosła na taką jak Ty i Waszym wnukom też nie rozpierdzieliła Rodziny. Baśka-pracuje 2007-05-11 07:30:21 | |
| Witam To mój pierwszy post tutaj (dopiero się zarejestrowałam ale bywam tu już od pewnego czasu). Przeczytałam co napisałaś Jera i powiem szczerze, że bardzo mnie zaskoczył twój post. Przeglądam już od pewnego czasu to forum, ponieważ też miałam "przejścia" z moim mężem i całym sercem jestem z dziewczynami obecnymi na forum, które zostały w życiu skrzywdzone przez swoich "wybranków". Po przeczytaniu twojej wiadomości tak sobie myślę że dziwnie jest na tym świecie. Piszą tu pokrzywdzone dziewczyny przez mężów którzy je biją, upijają się, awanturują się w domu, biją swoje dzieci, rozkazują, zabraniają i wiele innych (wiecie dziewczyny co mam na myśli). Sama przechodziłam taki dramat i wiem jak strasznie to boli. Ty natomiast poślubiłaś mężczyznę który cię kochał, okłamałaś go już na samym początku biorąc ślub żeby uciec od "ojca tyrana", a nie z miłości. Macie małą córeczkę którą jak piszesz twój mąż kocha, generalnie stworzyliście rodzinę. I tu nagle tobie coś nie pasuję, bo mąż pracuje za długo, bo masz więcej obowiązków w domu, bo nie mówi ci codziennie jak bardzo cię kocha itp. Najlepszym wyjściem więc jest sobie zrekompensować braki innym facetem...Tylko widzisz tu właśnie wychodzi twoja głupota brak wyobraźni i totalny brak znajomości życia. Zniszczyłaś życie jak czytam wartościowemu facetowi, oraz zrobiłaś wielka krzywdę swojej córce i oboje na to z tego co przeczytałam wyżej nie zasłużyli. Wiesz może jak to jest kiedy masz faceta przez cały dzień w domu (bo nie chce mu sie iść do pracy) oczywiście brakuje kasy. Który tylko chleje piwsko i jak powiesz cokolwiek co mu sie nie spodoba to strzeli cię w pysk? Wiesz jak to jest kiedy facet nie ma żadnych uczuć ani nawet szacunku do ciebie i do waszego dziecka? Nie pozwala ci nigdzie wyjść z domu i tylko wydaje rozkazy? Wiesz jak to jest bać się o własne dziecko że stanie mu sie krzywda? Wiesz jak to jest być szantażowaną, zdradzaną, poniżaną? NIE WIESZ !!!...bo gdybyś wiedziała to byś teraz robiła wszystko żeby wrócić do męża. Napisałam na początku że dziwnie jest na tym świecie - wiesz dlaczego ? Ponieważ niektórzy chcieliby naprawdę niewiele od życia (wystarczyłby im kochający partner) a nie dostają nic tylko same problemy. A ci którzy dostają same najlepsze rzeczy, rezygnują z nich bo jest im po prostu mało i wydaje im sie że wszystko powinno być tylko dla nich. Poczytaj sobie na tym forum posty dziewczyn jak okrutne może być życie i przejrzyj wreszcie na oczy dziewczyno!!! Miałaś wszystko, zamieniasz to na romansik z fajnym sexem i pięknymi słowami z gościem "czułym i odpowiedzialnym" z którego dopiero wyjdzie jaki jest naprawdę i pewnie niedługo przekonasz się że ważniejsze od pięknych słówek czy lepszego sexu są czyny i że prawdziwą miłość sie po prostu czuje i nie trzeba tego na każdym kroku rozgłaszać. I pewnie szybko zatęsknisz za poprzednim życiem gdy twój na początku idealny kochanek z dnia na dzień zacznie coraz bardziej odbiegać od ideału. Trochę sie rozpisałam, ale nie wytrzymałam i musiałam coś tu napisać bo jak widzę jak można zniszczyć rodzinę praktycznie bez powodu to mi się słabo robi. A ze swojego męża zrobiłaś wraka człowieka, przypuszczam że po takich przejściach nigdy się nie pozbiera i pewnie będzie miał już zupełnie inne podejście do naszej płci (a zapewniam cię że nie jedna z nas chciała by kogoś takiego poznać) mam nadzieje że nie zrobi nic głupiego niszcząc sobie życie już doszczętnie. I nawet nie myśl o pozbawianiu go kontaktu z dzieckiem bo w tym momencie jeśli ją kocha to dla niego jedyna i najważniejsza osoba na świecie. Niestety matka z ciebie też nie najlepsza bo pomyślałaś tylko o sobie, a to w końcu dziecko jest najważniejsze! Musze się zgodzić z koleżanką która odpisała ci wcześniej odpowiadając na twoje pytanie, czy jesteś złą kobietą. martakawa 2007-05-11 11:58:03 | |
Jako moderatorka forum proszę o bardziej wyważone opinie, bez uciekania się do słów powszechnie uznanych za wulgarne. szania2005 2007-05-11 15:14:40 | |
Myślę tak samo jak martakawa, tylko nie chciało mi się tak szeroko rozpisywać, bo do małej, egocentrycznej psychopaciczki "myślącej dolną częścią ciała pewnie i tak niewiele z tego dotrze. Wolałam więc zastosować jedną, celną literkę. K...to przecież zła, amoralna kobieta. Autorka inicjującego postu za taką się uważa. Ma całkowitą rację. Trafiła na "swojego". Oboje z wyjątkowym, plugawym cynizmem rozbijają dziecku Rodzinę. On cudzemu dziecku, ale ona, matka???!!! Baśka-pracuje 2007-05-12 22:05:03 | |
| Jera, mam nieco inne zdanie niż poprzedniczki. Baśka i Marta, wpędzanie kogoś w przekonanie że "jest zły" do niczego konstruktywnego nie prowadzi! Czy po to jesteście na tym forum aby wyżywać się na ludziach, czy aby im pomagać? W przeciwieństwie do Baśki i Marty uważam, że Twój mąż, Jera różnież zawinił tej sytuacji. Żarty z atrakcyjności fizycznej wbrew pozorom bardzo ranią. Nie okazywanie uczuć nie jest łatwe do zniesienia. Basia i Marta patrzą z perspektywy mężów pijących, bijących i okrutnych, jednak nie jest to perspektywa całkiem obiektywna. Od męża należy oczekiwać czegoś więcej niż żeby nie lał. Twój pierwszy błąd polegał na tym, że wyszłaś za męża bez miłości, tu zgadzam się z Martą - to było nieuczciwe wobec niego. No chyba że on o tym wiedział, mogliście liczyć na to że to się zmieni i zresztą udało się. Drugi błąd, to nie mówienie mężowi o swoich uczuciach, o tym, co Cię boli. Kocha Cię, na pewno starałby się dostosować - gdyby dostał o tym odpowiednio podaną informację. No i trzeci to oczarowanie innym. Niezależnie od sytuacji w domu nie wolno sobie dawać prawa do szukania w innych tego, czego nie dał Ci mąż. A już tym bardziej wtedy, gdy jest dziecko, które mąż kocha. Tego się w małżeństwie trzeba niestety nauczyć. Jeśli teraz ulegniesz pokusie, to zniszczysz małżeństwo, człowieka któremu tyle zawdzięczasz, zniszczysz dzieciństwo córce (ona Ci nie wybaczy) i ... w Twoim życiu i tak nic się nie zmieni! Za parę lat minie oczarowanie, dostrzeżesz wreszcie jakieś wady w nowym facecie i pójdziesz szukać następnego. Moja rada: 1) Porozmawiaj z mężem, spróbuj mu wytłumaczyć co czułaś przez te wszystkie lata i czemu uległaś czarowi innego (ten inny dojrzał w Tobie kobietę, której już raczej nie widział Twój mąż - albo słabo to okazywał); 2) Powiedz, że chciałabyś abyście razem poszli na terapię małżeńską, bo dopiero teraz (przez sposób, w jaki zareagował na Twój romans) dostrzegłaś że jednak Cię cały czas kochał i dlatego chcesz utrzymać ten związek; 3) Koledze z pracy powiedz, że było to oczarowanie ale nie możesz krzywdzić dziecka, ponieważ Twój mąż jest dobrym ojcem. Że zdecydowałaś się uratować dziecku pełną rodzinę i masz nadzieję, że to zrozumie. Jeśli ten nowy rzeczywiście jest dobrym człowiekiem, to przemyśli sprawę, odrzuci swoje egoistyczne pragnienia i postara się ułatwić Ci sprawę usuwając się z Twojego życia. Wiem, że nie takiej rady oczekujesz ale to nie jest zabawa, to dorosłe życie, odpowiadasz za nie. W dorosłym życiu nie można ulegać urokowi chwili. Przykre to ale prawdziwe . Dorota1 2007-05-13 13:44:18 | |
| witam.... spodziewałam się tego cu usłyszałam... i wiem ,że macie racje, ale dziękuję Ci Doroto za odrobinę obiektywizmu.... Jest tak jak piszesz ... nie sposób jest przyrównać moje problemy, do kobiet maltretowanych... tylko ja załozyłam sobie pewien pozim "normalości" i dopiero od tego ocenaiam swój związek. Niemniej muszę trochę uzupełnić, co by pełniejszy był obraz mojego życia... Doroto dziękuję za Twoje wskazówki.. prawda jest taka ,że skorzystałam z nich zanim ktokolwiek nowy pojawił się na horyzoncie. Też uważam rozmowę i kompromis za podstawę porozumienia w małżeństwie. W zeszłym roku przeżywałam pierwszy bardzo poważny kryzys mojego związku.. wtedy też miałam odejśc.. choć nikogo nie miałam, ale bardzo się starałam utrzymać małżeństwo.. właśnie dla dobra dziecka. Tłumaczyłam mężowi, że mi nie pomaga ( dziecko było jeszcze całkiem małe), że nie czuję się kochana i pożadana, że trudno mi się zyje w roli taniej siły roboczej. W ramach reperowania związku zorganizowałam wyjazd tylko we dwójkę w góry. Wiem ,że facetom trzeba wykładać" Kawę na ławę" i tak też zrobiłam, bez półsłówek i takich tam...Gdy wróciliśmy .. to przez tydzień nie musiałam prosić o pomoc.. a potem znów zaczęło się proszenie o najprostsze rzeczy ( proszę wynieś śmieci, bo ja sie z dzieckiem i workami i wózkiem się nie zabiorę). Próbowałam też opcji " jakoś sobie radź - bo ja wychodzę "- wtedy albo przychodziła tesciowa, albo wypominał mi to przez miesiąc,ze został sam z dzieckiem na noc ( bo ja poszłam do pracy na recepcje w hotelu - miałam nadzieję, że jeśli wróce do pracy to jakoś się ułoży) Dodatkową "przeszkodą" do odzyskania normalnych relacji jest przyjaciółka mojego męża... Twierdzi, że to tylko kolezanka, która pracuje i mieszka w Anglii. Gdy tylko przyjeżdza do Polski spotykają się na mieście ( wraca wtedy do domu około 2 w nocy), albo odbiera ją z lotniska. Oczywiście byłam zazdrosna, wieć zaproponowałam,żeby mi ją przedstawił, zaprosił do domu, bo łatwiej mi bedzie zrozumieć tą ich przyjaźń jak ją poznam... ale nie chciał. tylko się chwalił jaką to fajną podkoszulke , czy bluzę przywiozła mu z anglii. ( nigdy tego nie mogłam zrozumieć, dlaczego obca kobieta kupuje mu ubrania , czasem nawet dla dziecka...) ale nigdy nie broniłam mu wychodzići spotykać się z nią. Na moje pytanie czy coś ich łączy powiedział, że ona woli czarnoskórych i on nie jest w jej typie.... hmmmm... jak to rozumieć? A co do tekstu jednej z forumowiczek o seksie... tu też mamy pewne niedogadanie... powiem w prost... mój mąz jest "nieżle "wyposażony przez naturę.. ale ja jestem"płytka" ( tyłozgięcie) jesli jest we mnie głęboko.. bardzo mnie to boli.. on oczywiście o tym wie , ale nigdy nie pamięta i myśli tylko o swojej przyjemności. Nawet w trakcie proszę go by uważał bo sprawia mi ból...nie potrafi nad sobą zapanowac... nie miewam przez to orgazmów, bo ból je zagłusza. Proponowałam takie pozycje, w których jestem w stanie jakoś to kontrolowac, ale jemu wtedy nie jest dobrze, wiec wracamy do jego ulubionych... chciał mi pokupowac jakieś kosmiczna gadzety, bo jemu się tak podoba... tłumaczyłam,że mnie nie, i nie chcę .. to się obraził. W ramach kompromisu spełniałam inne jego "zachcianki" .. na prawdę się starałam. Na chwilę obecną.. wynajęłam mieszkanie z obecnym partnerem. jeszcze tam nie mieszkamy, bo trzeba je doprowadzić do użytku. Dla męza w tej chwili najwazniesze jest żebym przepisała na niego moje mieszkanie. rozchodzimy się niby pokojowo, ale zabiera mi wszystko - ok rozumiem,ze to jakaś kara - ale wydaje mi się ,że na stan konta pracowaliśmy razem. on jednak twierdzi , ze moje zarobki były procentowo dużo nizsze niż jego więc nic mi się nie nalezy. Od roku mam stałą pracę na pełny etea , a w weekendy chodzę na noc do starej pracy ( recepcja), zajmuje się dzieckiem i domem. On pracuje też w dwóch pracach, wychodzi rano o 7 i wraca o 18:30. w ciągu dnia ma godzinę przerwy na przejechanie z jednej pracy do drugiej. nie pracuje fizycznie, ale po powrocie z pracy siada przed kompem i obstawia mecze , nie ma siły na umycie naczyń, czy rozwieszenie prania. Czasem pomaga mi wykapać mała ( wchodzi z nią do wanny i mam dwoje do mycia ). Nie umie prać (próbowałam go nauczyć obsługi - ale stwierdził,że to nie potrzebne bo i tak ja to będe robić), prasowac ( nigdy nie miał żelazka w ręku), ubrać dziecka ( ubrania muszą byc przygotowane, bo nie wie w co ), Ja jestem bardzo oszczędna i nie jestem wymagając pod wzglede finansowym. wiekszośc ubrań mam po jego siostrze, a te które kupuje nigdy nie sa "markowe", kosmetyki marki "bazar" teraz jak schudłam to musałam kupić spodnie. Do tej pory wypomina mi dwie pary spodni na 30 zł. On sam wszystkie ubrania ma firmowe. Kupuje mu je siostra, a jesli kupuje sam to wybór spodni za 120 tłumaczy tym ,że firmówka na dłużej mu starczy ( mnie muszą na tyle samo). Generalnie ciągle oszczędzaliśmy ( głównie na mnie ) dzięki temu urosła niezła sumka na koncie.. teraz on to zabiera i przeznacza na remont mieszkania swoich rodziców ( oboje pracują i mają z czego zyć).. nie zamierzam się o to upominac.. tylko przykro mi,ze mówi ,że ja na to nie pracowałam, że to tylko dzięki niemu. ... Zdaję sobie sprawę z tego ,że dziecku nie bedzie latwo...ale wiem jak to wyglada z pozycji dziecka, którego rodzice zostali ze sobą tylko dla niego. wiem... bo tak jest z moimi rodzicami.. niby są razem,ale mijają się w zyciu. Mama jest właśnie taką tanią siłą roboczą, a ojciec przynosi pieniadze i się o wszystko czepia.. bo mu się za tą cięzką pracę należy... nie chciałaby mieć tego samego w zyciu. i nawet jesli rozstanę się zarówno z męzem jak i partnerem... to przynajmniej sama bede o sobie decydowac. Dziecko tak na prawde nie straci rodziny .. postaram się zrobić wszystko, by utrzymać kontakt ze wszystkim ( nawet jesli będa mnie nienawidzieć) tylko po to by mała miała wszystkie babcie i ciocie.... Znów sie rozpisałam.. przepraszam... Mimio wszystko dziękuję,że mogłam się wygadć... Pewnie jeszcze napiszę jak się moje zycie bedzie zmieniać , wiem że nie mogę oczekiwać od was wsparcia i rozumiem to. Ja wam życze, cobyśie w swoich związkach miały tylko takie "błache "problemy jak ja... Jera 2007-05-16 12:17:54 | |
| Nie powinnaś mówić/pisać, że jesteś złą kobietą, bo nie ma w tym żadnej zbrodni. Nie zmusisz się do obdarzenia miłością męża, tylko przez wzgląd na dziecko. Poza tym, z tego co przeczytałam - na pewno sama sporo przeszłaś w dzieciństwie. Nie uważam tego za główne kryterium, jednak myślę, iż masz prawo do szczęścia. Jeśli życie z innym mężczyzną Ciebie zadowala i odczuwasz że to właśnie na taki związek czekałaś - nie zastanawiaj się. Nie ma w życiu sytuacji bez wyjścia. Wiele osób jest po rozwodzie, fakt, że utrzymują ze sobą jakiś tam kontakt - ze względu chociaż na dziecko - ale nie ingerują w swoje dalsze życie. Przynajmniej zdrowy rozsądek sugeruje aby nie ingerować. Moim zdaniem powinnaś spróbować i nie bać się. Najważniejsze jest, żebyś była szczęśliwa. Jeśli chodzi o dziecko, to myślę, że jest ono w stanie przyzwyczaić się do nowej sytuacji - wiele par tak żyje. Czasami nowi partnerzy są lepszymi ojcami dla 'obcych' dzieci niż biologiczni ojcowie. Nie bój się zmian. Poza tym, urodziny córki to jeszcze nie powód, żeby cała rodzina (od strony męża) zjeżdżała się do Ciebie. A Mała będzie się cieszyć z np. podwójnych urodzin ![]() I ostatnie najważniejsze. Nie skacz z mostu - to niczego nie rozwiąże. Bo Twój mąż (z tego, co piszesz) nie jest 'świętym' człowiekiem - a Ty nie zasługujesz na takie traktowanie. Każdy w życiu szuka swojego miejsca, miejsca w którym będzie czuł się bezpiecznie i dobrze - i Ty to znalazłaś nie u boku męża, a u boku innego mężczyzny. Ale decyzję musisz podjąć sama. Nikt w 100% nie powie Ci co masz zrobić. Co do rozwodu, to uważam, że najlepiej byłoby dokonać podziału majątku, potwierdzonego aktem notarialnym. Niezależnie od tego, czy pracowałaś czy też nie w czasie trwania małżeństwa - na pewno jakiś wkład w mieszkanie miałaś, bo nie wiem dokładnie czy jest ono własnością Twoją, czy męża, czy też może było kupowane już podczas trwania małżeństwa. I nie daj sobie wmówić, że jesteś tutaj wszystkiemu winna. Masz takie same prawa jak mąż - do połowy wspólnego majątku. kasia.b 2007-05-16 17:00:40 | |
| Witam ponownie Tym razem nie będę się aż tak rozwodzić, Jera-w drugim swoim poście napisałaś już znacznie więcej negatywów na swojego męża. Nie chciałabym go bronić, ale myślę, że troszeczkę chciałaś poprawić tym swój wizerunek w oczach innych forumowiczek (aby wyjść na bardziej pokrzywdzoną). Myślę również że wmawiasz sobie że to było takie złe aby zmniejszyć poczucie winy i wyrzuty sumienia. Uważam że żaden związek nie jest idealny i że ty również miałaś wady które twój mąż na pewno zauważał, ale akceptował je ponieważ cię kochał. A fakt że powiedział ci prawdę że ma koleżankę i czasem się z nią spotykał wg. mnie świadczy o tym że ci po prostu ufał i miał czyste sumienie (niektórzy potrafią zachować koleżeńskie relacje). Co do waszego majątku to nie zamierzam wnikać, ale weź pod uwagę fakt że twój mąż teraz będzie sam, a jednak we dwójkę o wiele łatwiej się utrzymać i może postarajcie się w tej kwestii jakoś dogadać. W końcu przecież macie dziecko i na pewno będziecie się widywać więc chyba lepiej zachować jak najlepsze relacje i może nawet uda wam się zostać po tym wszystkim przyjaciółmi. Znowu się rozpisałam-na koniec dodam tylko jedną rzecz, postaraj się jednak przypomnieć sobie też te dobre chwile małżeństwa i może nie pisz już w takich negatywach o mężu, w końcu jednak piszesz o osobie która cię kochała i nie ma jak się obronić i może właśnie ta osoba jeszcze ci kiedyś w życiu pomoże...nigdy nic nie wiadomo, ale życzę ci jak najlepiej. martakawa 2007-05-17 09:36:54 | |
| Witaj, napisze tylko tyle - trzymaj sie! Mam podobną sytuację. Nie wyszłam za mąż z wielkiej miłości - powody miałam podobne - ucieczka z rodzinnego domu i próba udowodnienia sobie ze jestem w stanie pojsc na gleboki kompromis i zwiazac sie z kims "rozsadnym i dobrym" a nie z człowiekiem którego darze miłościa... bylismy razem 4 lata - potem przyszła na swat nasza córeczka, budowa domu, rodzina itp itd... podsumowując - z braku zrozumienia, czułości i wielu problemów zycia codziennego - rozjechalismy sie... Po drodze, zreszta całkiem niedawno bo w październiku 2006 roku, wzielismy slub! Od grudnia wszystko zepsulo sie juz zupełnie... w lutym podjelismy decyzje o rozstaniu ale nie podjelismy zadnych formalnych kroków. w kwietniu - zupełnie przypadkiem odnowilam znajomosc z naszym wspolnym dawnym znajomym. zaczelismy duzo rozmawiac przez telefon, spotkalismy sie i... i chcialam byc uczciwa wobec meza - powiedzilam mu a moj przyjaciel powiedzial o nas swojej zonie ( mieli podobna sytuacje - rozstali sie ale jeszscze nie formalnie) od tego momentu zaczelo sie pieklo. Sytrasznie pozbawieniem praw rodzicielskich, zadanie rozwodu z orzekaniem o wienie, roszczenia majatkowe itp... osobiscie zaluje ze powiedzilam o tym mezowie ale cóz - czloweik uczy sie cale zycie. pewnie było by juz po sprawie albo finalizowala by sie a my bylibysmy skupieni nie na tym jak sie bronic i jak atakowac ale jak stworzyc jak najbardziej zdrowa atmosfere dla naszej niespelna dwuletniej córeczki. co chcialam napisac to to ze warto poswiecic wiele w imie milosci i szczescia - oczywiscie nie kosztem dzieci - ale chwieleczke - to przeciez zalezy od obojga rodziców!!! Nie mozesz sobie wmawiac ze jestes zła kobietą do jasnej cholery bo zrozumialas ze w zyciu miłosc jest wazna! Jestesmy stworzeniami społecznymi i stadnymi. Tworzymy zwiazki i relacje z sasiadami, przyjaciółmi, kolegami z parcy, rodziną, dziecmi... to stanowi o jakosci naszego zycia. Nie wbijaj sie w poczucie winy i nie słuchaj tych idiotycznych i skrepowanych opinii zastraszonych i zniewolonych a w dodatku sfrustrowanych forumowiczek, którym łatwo jet krytykowac innych za próby walki o szczescie i miłosc bo same sa zbyt przerazone i słąbe by podjac taką walke. serdecznie pozdraiwm i trzymam kciuki!!! As. ciahoo38 2007-05-22 21:30:52 | |
| Odpowiedz Zgłoś do moderacji | |
Nowe pytania
- Ojciec dziecka płacił mi 350 zł alimentów, chociaż sąd zasądził 300 zł. Od kilku miesięcy zalega jednak zupełnie z płatnościami. Jakiej kwoty mam się domagać u komornika- 300 czy 350 zł?
- Jakie dokumenty są potrzebne do złożenia sprawy o alimenty?
- Obecnie przebywam na urlopie wychowawczym i jednocześnie zaszłam w ciążę. Czy w okresie urlopu wychowawczego przysługuje mi świadczenie chorobowe?
Popularne tagi
wnisek o urlop macie art.56 paragraf 4 apelacja rozwód dodatek do rodzinneg druk zus drrb kobieta karmiąca pozew o eksmisję podanie o umorzenie przerwanie zasiłku d wzór pismao apelacje podanie o urlop maci wniosen o podwyszke przymusowe leczenie- podanie o adopcje podania do mops o za wzór pozwu o ustale zezwolenie na widzen oświadczenie o stan wzór weksla zestawienie kosztów jak napisać wniosek odpowiedż na pozew alimenty na byłą żon pozew o alimenty regres do pobrania zus koa czy rodzice moga wye wzor druku ch934 alimenty od wspolmal czy jest wzór pisma rzecz wniosek o ustanowien nabycie spadku uchylenie obowiązku pisma do bankow o ro list gonczy o niepla wniosek premia WZÓR KOMPENSATY ZOBO prawo alimentacyjne wzor o wymeldowania nękanie telefonami gotowy wzór wniosku wniosek o emeryturę wzór wniosku o urlop koszty za paszport wzór pozwu rozwodowe odwolanie od wyroku o podwyższenie renty zniesienie współwłas masażysta w ciąży


. 
